|
|
|
|
|
2010-06-13 - Na św. Jana
|
Dobrowolnie przyrzekam pod słowem honoru, że póki zdrów będę, na każde wezwanie Zakonu Maltańskiego, bez względu na porę roku, dnia i stan pogody, stawię się w oznaczonym miejscu i godzinie i udam się na akcję ratunkową celem niesienia pomocy ludziom jej potrzebującym.
Polecenia przełożonych będę wykonywał rzetelnie, sumiennie i gorliwie, pamiętając, że od mego postępowania zależy zdrowie i życie ludzkie.
W pełnej świadomości przyjętych na siebie trudnych obowiązków i na znak dobrej woli, przyrzeczenie powyższe potwierdzam słowami: Tak mi dopomóż Bóg.
Ilekroć czytam te słowa, ilekroć je słyszę po plecach przechodzą mi ciarki. Po raz kolejny dociera do mnie, czym tak naprawdę jest przysięga. Nieważne jest kto ją składa. Goprowiec czy maltańczyk; strażak czy żołnierz, małżonek czy świadek. Ważne jest, że przysięga jest aktem kultu (sic!), przez który oddaje się cześć Bogu, zawiera się w nim bowiem wyznanie wiary w Boga i uznanie, iż jest On Panem całej prawdy i absolutnie zna wszystkich ludzi. Mając na względzie doniosłość tego aktu prawo Boże i ludzkie chronią przysięgę przed nadużyciami. Kto nie dotrzymuje przysięgi grzeszy. Kto krzywoprzysięga popełnia przestępstwo.
Starożytny Rzym wykształcił szczególną formę ustroju politycznego zwaną triumwiratem. Triumwirat to zgromadzenie złożone z trzech osób (łacińskie triumviri znaczy trzech mężów), mające na celu wykonanie określonych zadań. Istnieje we mnie głębokie przekonanie, iż każdy z nas składając przysięgę, jakkolwiek by ona nie brzmiała, staje się członkiem swego rodzaju współczesnego triumwiratu, którego pozostałymi stronami dążącymi do osiągnięcia tego samego celu - w naszym przypadku obrony wiary i pomocy potrzebującym - są ten, komu przysięga, czyli Zakon Maltański oraz Ten Trzeci, czyli Pan Bóg będący świadkiem i gwarantem prawdziwości wypowiedzianej przysięgi.
Życie dowodzi niezbicie, wszak jesteśmy nieodrodnymi dziećmi Adama i Ewy, iż drzemie w nas trudna do odparcia pokusa wykluczenia z zawartego przymierza Tego Trzeciego. Może ona doprowadzić do sytuacji, w której obrona wiary i pomoc potrzebującym będzie się odbywała dobrze znaną metodą Zosi Samosi. To znaczy my sami. To znaczy bez Boga. W praktyce złożą się na nią czysto ludzkie, skądinąd szlachetne, poczynania pozbawione inspiracji, która płynie z ewangelii oraz siły, jaką dają modlitwa i sakramenty. Grozi to sprowadzeniem szeroko pojmowanej działalności humanitarnej do sposobu na życie i zarabiania pieniędzy.
Od samego początku święty Kościół tworzą ludzie grzeszni. Chrześcijanie średniozaawansowani. Jan Paweł II nauczał, że świętość nie jest przywilejem niewielu. Powołanie do świętości ma charakter uniwersalny. Nikt nie jest z niego wyłączony. Świętość nie polega na dokonywaniu rzeczy niezwykłych, lecz na niezwykłym podejściu do rzeczy zwykłych i codziennych. Na przepuszczaniu codzienności - ludzi i zdarzeń - dzieł podejmowanych dla obrony wiary i służby ubogim - przez Boży filtr modlitwy i sakramentów.
Actiones nostras, quaesumus Domine, aspirando praeveni et adiuvando prosequere: ut cuncta nostra oratio et operatio a te semper incipiat, et per te coepta finiatur. Per Christum Dominum nostrum.
Wszechmogący Boże, uprzedzaj swoim natchnieniem nasze czyny, wspieraj je swoją łaską, aby każde nasze działanie od Ciebie brało początek i w Tobie znajdowało dopełnienie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
|
tekst: ks. Michał Palowski
foto: archiwum Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach
|
|
|
|
|